poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Syberberg i Hitler

fotos: syberberg.de



Hitler- film z Niemiec jest z pewnością jednym z najtrudniejszych filmów, jakie powstały. Nie tylko dlatego, że trwa ponad siedem godzin. Sam metraż da się wytrzymać, czego dowodem publiczność pokazu w Iluzjonie, która na oglądaniu filmu Hansa Jürgena Syberberga spędziła całe niedzielne popołudnie i większość wieczoru (z trzema krótkimi przerwami na zaczerpnięcie oddechu na zewnątrz kina).

Jest to film trudny przede wszystkim ze względu na swoją osobliwą formę. Syberberg zrealizował go w całości w studio, a złożył wyłącznie z monologów, często ustawiając aktorów na tle ekranu, na który projektowane są zdjęcia i filmy z epoki. W ciągu kolejnych godzin powracają wciąż te same wizerunki i rekwizyty, od kiczowatych po turpistyczne. Na ścieżkę dźwiękową często nałożone są przemówienia oficjeli trzeciej Rzeszy, apele poległych, radiowe meldunki Wehrmachtu, wreszcie – monotonny, wojskowy rytm werbli przełamywany od czasu do czasu fragmentami Wagnera i Beethovena. Przez jedną trzecią filmu na ekranie występują lalki przedstawiające wodzów III Rzeszy, wypowiadające znane cytaty i rozwijające swoje apologie.

Cały ten aparat obsesyjnie powracających wątków i motywów uruchomiony jest po to, by na ekranie wskrzesić świat nazizmu – nazywanego w filmie Syberberga „wielkim tabu” polityki i historii. Świat wyobrażeń, myślowych konstrukcji, nadziei, wyobrażenie dziejowej misji i wizję wspólnoty, z których stworzona była III Rzesza. Jest on ukazany w skrócie karykatury, w całej skandalicznej brzydocie, dzięki czemu twórcy unikają niebezpieczeństwa patetycznego przedstawiania nazizmu jako fascynującego zła. Odwzorowując kicz nazizmu w sposób bezwstydny, unikają gorszego kiczu, będącego efektem uwznioślania nazizmu (tę pokusę, dobrze znaną kinu, piętnował dawno temu Saul Friedländer).

Film Syberberga złożony jest w dużej mierze z cytatów: przemówień, wspomnień kamerdynera czy operatora prywatnego kina w rezydencji Hitlera, wreszcie z długich rekonstrukcji kosmologicznych i historiozoficznych teorii, krążących wśród nazistowskich elit. Resztę wypełnia odautorski monolog, w którym powraca pytanie: jak zmierzyć się z tym fragmentem historii.

A zmierzyć się z nim trzeba, co dobrze oddają tytuły, pod którymi wyświetlany był film: po pierwsze, jako film z Niemiec (w wersji niemieckiej, francuskiej czy polskiej) czy jako nasz Hitler (w wersji angielskiej). Syberberg wciąż podkreśla, że Niemcy w Hitlera wierzyli (aż do końca, co z przerażeniem notował Victor Klemperer w LTI), że jego pojawienie się nie było anomalią, ale przeznaczeniem masowej polityki w tej części Europy, przeznaczeniem tej demokracji. Brzmi to niepokojąco, ale lepszy taki zmuszający do myślenia skandal, niż miękki rewizjonizm Upadku, w którym roi się od Niemców, którzy pod koniec wojny są nadal tak niewinni, jakby naziści nie byli u władzy od dekady z okładem: główna bohaterka tego filmu robi wielkie oczy na rasistowskie uwagi, jakby nie słyszała ich codziennie. Popierający Führera wiedzieli, czego naziści chcą i jaki jest ich program – w ścieżce dźwiękowej filmu Syberberga dość jest na to archiwalnych dowodów.


Reżyser filmu konsekwentnie nie szuka "psychologicznej głębi" pokazywanych przez siebie postaci. Odwzorowuje manieryzmy Hitlera, Himmlera czy Goebbelsa, ale tylko po to, by tym silniej zrekonstruować teatralność ich gestów. Dlatego też używa lalek, jeszcze bardziej koncentrujących uwagę publiczności na tym, co zewnętrzne. Obsesją Syberberga jest jawność nazizmu, jego nachalność, oferowana przez niego wizja - wszechobecna, bo, jak podkreśla Syberberg wciąż od nowa, nazizm był w dużej mierze przedstawieniem. Jego składniki dobrze znamy: strzępy teorii doboru naturalnego, mieszanka wielkich bohaterów historii, wreszcie para-religijny żargon, wszystko to pośród pompatycznych dekoracji. Jednak w Hitlerze skądinąd znany materiał osiąga szczyty wizualnej intensyfikacji. Ta sama koncentracja na zewnętrzności,połączona z unikaniem klisz realizmu psychologicznego, pozwala jednak zachować widzom krytyczny dystans, co jest kluczową zaleta tego filmu.     








Problem z dziełem Syberberga jest inny, a polega na tym, że cały historyczny bagaż w siedmiogodzinnym Hitlerze pozbawiony jest jednoznacznego komentarza. Nie o to zresztą chodziło – widzom tego filmu darowane są edukacyjne oczywistości; film Syberberga przeznaczony jest dla tych, którzy już coś wiedzą, nikt inny zwyczajnie jego projekcji nie wytrzyma. Nie zmienia to faktu, że zajęcie się tym tematem właściwie wymaga jakiegoś stanowiska; bez niego całość zawieszona jest w próżni – widz nie musi słuchać wykładu, ale powinien mieć z czym dyskutować. I tu Syberberg niezbyt wiele oferuje. Albo jego stanowisko jest na tyle nieprzekonujące, że i tak pozostawia widza samemu sobie.

Pod koniec sobotniej projekcji Ludwiga, otwierającej warszawski przegląd Syberberga, ze strony siedzącej obok pary doszło mnie wypowiedziane teatralnym szeptem pytanie: ale cóż z tego wszystkiego wynika? Z Hitlera wynika, że największą tragedią Niemiec jest upadek niemieckiej kultury. Mało powiedzieć, że Syberberg jest jej admiratorem: opłakuje ją, daje się jej opętać, przywołuje ją w gestach kapłańskich, cytując wciąż od nowa Goethego, Heinego, Wagnera i Manna. Nie ma w tym nic złego, jak długo klejnot tej kultury nie przesłania mu całego świata.

Kiedy pod koniec Hitlera Harry Baer, medium autorskiego komentarza, oskarża Hitlera – kukłę, w jego mowie prokuratorskiej wciąż powraca powojenny upadek kultury Niemiec. Być może łatwiej wypowiedzieć tę skargę, niż przywołać miliony ofiar, ale mizeria niemieckiej kinematografii i rozplenienie się drobnomieszczańskiego gustu w RFN wydają się drugorzędnymi konsekwencjami tej katastrofy, którą Syberberg tak sprawnie rekonstruuje w ciągu siedmiu godzin swojego filmu. Ze swoją niechęcią dla Hollywood i kultury masowej autor Ludwiga brzmi jak uczeń szkoły frankfurckiej, ale ostatecznie oferuje niewiele więcej, niż zabarwiony nostalgicznie, wyblakły elitaryzm.

Zresztą może to i lepiej, że brak tu przekonującej kody. Tym większa odpowiedzialność spoczywa na widzu, który zechce skonfrontować się z analizowanym przez Syberberga szaleństwem. Jest to ostatnie, największe źródło trudności w odczytaniu tego filmu.




Film można zobaczyć na stronie internetowej reżysera.